Małe/wielkie historie…
“[…] Między wyczytanymi za pierwszym czy drugim razem
znalazł się ppł Łukasz Ciepliński “Pług”, prezes Czwartej Komendy WiN.
Pamiętam, jak stał w grupce więźniów, między którymi znalazłem się i ja,
mówiąc do nas powoli i dobitnie, że gdy spostrzeże iż zanosi się na egzekucję,
wówczas połknie srebrny medalik z wizerunkiem Matki Bożej. […]”
“Opowiadanie “Młodzika”” Mieczysław Chojnacki
Witaj Drogi Czytelniku! Już w najbliższą niedzielę będziemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Dokładnie 75 lat temu, 1 marca 1951 r. w godzinach wieczornych został zamordowany IV zarząd Zrzeszenia “Wolność i Niezawisłość”. Mieczysław Chojnacki ps. “Młodzik” w swojej książce pt. “Opowiadanie “Młodzika”” wspomina ostatnie chwile IV zarządu WiN, z którym przebywał w tym samym czasie w tzw. “celi śmierci”.
Zobaczmy jak “Młodzik” opisywał Łukasza Cieplińskiego ps. “Pług”: “Mówiono także o ciężkim śledztwie jakie przeszedł prezes Zrzeszenia WiN – Łukasz Ciepliński i jego kolega Franciszek Błażej. Pierwszemu czerwoni siepacze Różańskiego uderzeniem uszkodzili ucho, co było widoczne, a drugiego bardzo bili i znęcali się nad nim […]. Podłpułkownik Ciepliński “Pług”, niewysokiego wzrostu, ale wielki duchem,w siódemce winowców był osobą numer jeden. Widać to było ze sposobu , w jaki odnosili się do niego koledzy. W czasie Świąt Bożego Narodzenia ułożono o bardziej znanych kolegach kuplety, były one śpiewane po cichu przez chór złożony z czterech więźniów. Zapamiętałem krótki fragment jednego z nich, dotyczył stosunków panujących wśród oficerów Czwartek Komendy WiN, a oto on:”…Lazarowicz i Kawalec patrzą w Łukaszowy palec…”. Ppłk “Pług” miał zwyczaj w czasie prowadzonej rozmowy, gdy był przejęty tematem, unosić lekko do góry przedramię z wyprostowanym palcem wskazującym prawej dłoni. Łukasz Ciepliński nie starał się udawać osobistość, był skromnym, opanowanym człowiekiem, a jednocześnie żołnierzem Rzeczypospolitej o wielkich zasługach”
W innym fragmencie dowiadujemy się kilku szczegółów o pobycie w więzieniu reszty winowców: “Spośród winowców piękną żołnierską postawą wyróżniał się kapitan Mieczysław Kawalec. Często było widać Macieja Jelenia rozmawiającego z tymi znakomitymi żołnierzami. Jednak najczęściej spacerował w “kieracie” z mjr. Lazarowiczem, kpt. Józefem Batorym i kpt. Mieczysławem Kawalcem. Udziałem wspomnianych wyżej oficerów były szykany w śledztwie, bicie, przetrzymywanie w postawie siedzącej na nodze odwróconego stołka, wielodniowe trzymanie w karcu, głodzenie, stójki całymi dniami bez bielizny i ubrania przy otwartym oknie w celi, podczas mrozu, a nawet badanie przy pomocy “wyjca” to jest urządzenia przekazującego wstrząsy elektryczne, w których to badaniach uczestniczył lekarz więzienny – Szombergowa.”
I tak oto wśród wielu wspomnień Mieczysław Chojnacki doskonale zapamiętał dzień 1 marca 1951 r.: “[…] I tak dnia 1 marca 1951 r. w godzinach popołudniowych zburzono nasz świat zamknięty w czterech ścianach. Oddziałowy, stojąc w otwartych drzwiach, odczytywał z listy nazwiska osób mających przygotować się do wyjścia […]. Jednak wśród tych kilku wyczytanych, byli dwaj koledzy z Czwartej Komendy WiN […]. Między wczytanymi za pierwszym czy drugim razem znalazł się ppłk Łukasz Ciepliński “Pług”, prezes Czwartej Komendy WiN. Pamiętam, jak stał w grupce więźniów, między którymi znalazłem się i ja,mówiąc do nas powoli i dobitnie, że gdy spostrzeże iż zanosi się na egzekucję,wówczas połknie srebrny medalik z wizerunkiem Matki Bożej. Żegnając nas jeszcze, zwracał się o zapamiętanie tego co zamierza uczynić z medalikiem.[…] W tej grupie złożonej z sześciu – siedmiu osób znalazł się major Adam Lazarowicz, ten sam, który obdarzył mnie swoim zaufaniem, polecając zawiadomić jego rodzinę w wypadku gdybym nabrał przekonania o śmierci majora.”
W ostatnim fragmencie wspomnień czytamy o tragicznych wydarzeniach, które miały miejsce wieczorną porą 1 marca 1951 r.: “[…] Wreszcie pojawiła się też ekipa trzech morderców eskortujących więźnia, szli szybko ze swoją ofiarą, znikając za magazynem mundurowym, po chwili padł strzał. Pierwszy z zamordowanych był niewysoki, a takim wzrostem i przeciętnej tuszy postacią wśród winowców podobnych do siebie było dwóch: Łukasz Ciepliński i Józef Rzepka, ale nie mogłem ustalić, który z nich zginął pierwszy […]. Jednakże pięciu z nich rozpoznałem na pewno. I tak mjr. Adama Lazarowicza poznałem po wysokiej szczupłej sylwetce i charakterystycznym kroku, kpt. Mieczysława Kawalca można było poznać po wyniosłej postawie (najwyższy z całej grupy) i sprężystym kroku. Jestem prawie pewien, iż Kawalca nie trzymano pod ręce, szedł nie dotykany przez plugawców. Porucznika Karola Chmiela także było łatwo poznać po niskiej i atletycznej postaci, łysinie i długiej jak dla niego jaśniejszego koloru bluzie. W tym przypadku zaznaczam z naciskiem, że gdy Chmiela prowadzono na śmierć, w chwili gdy eskorta z nim miała skręcić za magazyn mundurowy, wyrwał się z rąk dwóch strażników, upadł lub rzucił się na ziemię, wołając głośno rozdzierającym głosem:…mordują,…mordują!.”
I tak oto 1 marca 1951 r. cały IV zarząd WiN-u został pozbawiony życia. Miejsce pochówku bohaterów nie jest znane.
Drogi Czytelniku! Nie ma słów, które opisałyby tragedię, która rozegrała się tamtego wieczoru. Dlatego aby upamiętnić bohaterów, którzy zostali zamordowani przez czerwonych oprawców, pobiegnijmy wspólnie z całych sił w tegorocznym Biegu Tropem Wilczym i wspólnie oddajmy hołd ofiarom czerwonego reżimu!