Małe/wielkie historie

 

“Po wejściu do celi naczelnik przyjął meldunek więźnia, sprawdził stan,

zapytał czy mamy jakieś życzenia lub prośby i wówczas usłyszeliśmy głos “Łupaszki leżącego na ławie. Zwracał się do naczelnika Grabickiego z prośbą o zezwolenie na udzielenie mu ślubu z Lidią Lwow.”

Mieczysław Chojnacki “Opowiadanie “Młodzika”

 

Witaj Drogi Czytelniku! Dzisiejszy felieton będzie dość wyjątkowy. Skupiać się w nim będziemy na miłości. I tym razem nie będziemy rozważać miłości patriotycznej do Polski, którą Żołnierze Wyklęci do samego końca stawiali ponad własne życie. Skupimy się na pięknej miłości romantycznej, która mimo naprawdę trudnych czasów towarzyszyła wielu naszym bohaterom. I to właśnie dla tej miłości do narzeczonych i żon, często starali się przetrwać cierpienia, które ich spotykały.

 

Nasi tegoroczni bohaterowie Zygmunt Szendzielarz ps. “Łupaszka” oraz Lidia Lwow – Eberle ps. “Lala” to wyjątkowa para, której miłość zrodziła się jeszcze w czasach wojennych w 5 Brygadzie Wileńskiej AK. Jak Lidia Lwow wspominała “Łupaszkę”?: “On zawsze pamiętał o mnie. Stąd było takie uczucie do niego. On mnie bardzo kochał. Żyliśmy bardzo zgodnie i nigdy się nie kłóciliśmy. […] Na Rakowieckiej dwa tygodnie przed jego śmiercią dali nam widzenie. Rozmawialiśmy, choć ja właściwie milczałam; to Zygmunt mówił. Zapamiętałam tylko tyle: Ucz się i wyjdź za mąż. Tak mi powiedział.[…]

Uważałam „Łupaszkę” za człowieka bardzo porządnego, z zasadami. Jednocześnie był przyjazny, miły i wesoły. Był wyjątkowy.”

Zygmunt Szendzielarz w książce Mieczysława Chojnackiego występuje jako poważny, małomówny i zdystansowany. Jednak kilka zapisanych wspomnień jasno wskazują na fakt ogromnej miłości jaką żywił do Lidii Lwow: “Po wejściu do celi naczelnik przyjął meldunek więźnia, sprawdził stan, zapytał czy mamy jakieś życzenia lub prośby i wówczas usłyszeliśmy głos “Łupaszki” leżącego na ławie. Zwracał się do naczelnika Grabickiego z prośbą o zezwolenie na udzielenie mu ślubu z Lidią Lwow. Grabicki przez mgnienie oka wydał się tak jakby zaskoczony ową prośbą wyrażoną w niezwykłych okolicznościach przez człowieka skazanego na śmierć i nie mającego nawet cienia nadziei na ułaskawienie. Odpowiedział majorowi pytaniem, na co potrzebny jest mu ślub, skoro wkrótce zostanie na nim wykonany wyrok śmierci. Usłyszał w odpowiedzi “Łupaszki”, że ślub jest potrzebny osobie, na której mu zależy, to jest Lidii Lwow”.

Mieczysław Chojnacki wspomina o jeszcze jednym wydarzeniu dotyczącym tej pary:”Pewnego dnia byłem świadkiem, gdy zza łaźni znajdującej się po przeciwległej stronie dziedzińca więziennego, wyszła grupa kobiet licząca może z 30 – 40 osób. Wśród nich zauważono młodą kobietę i dano znać majorowi “Łupaszce”. Wtedy stanął w oknie i gestami rąk starał się przekazać jej serdeczne pozdrowienia”

 

Kolejną niezwykłą parą o której warto wspomnieć to Łukasz Ciepliński ps.”Pług” i jego małżonka Jadwiga. Pobrali się w 1945 r. Dwa lata później na świecie pojawił się ich jedyny syn Andrzej. Tego samego roku na jesieni, Łukasz Ciepliński został aresztowany.

Łukasz Ciepliński wraz z żoną (w środku) i malutkim synkiem Andrzejem podczas wakacji. (żródło:IPN)

 

Łukasz Ciepliński podczas swojego pobytu w więzieniu wielokrotnie pisał grypsy do ukochanej żony i syna. Zachowało się ich 38. W grypsach często wyznawał miłość swojej żonie jak np. w tym z 18 X 1950 r.: “Wisiu. Świętości Moje największe, myślą i sercem jestem z Wami. Wiem, że Wy przy mnie. Bądź dobrej myśli. Andrzejek śliczny, a ja szczęśliwy, że wybrałem mu taką dobrą Matkę. W Bogu nadzieja. Całuję Ciebie i Andrzejka. Łukasz”

 

W innym grypsie napisał do żony romantyczny wiersz, przy okazji przepraszając ją za, krótki czas jaki razem spędzili: […] Wisiu! Żyliśmy ze sobą krótko. Pochłonięty pracą byłem nieraz w domu gościem. Mało czasu poświęciłem Tobie. Wiem, że Ty jedna wybaczysz mi wszystko. Wspólnie przeżyte chwile wspominam jako świętości. Kochałem Ciebie bardzo, bo jakże nie kochać istoty o tak dobrym sercu, szlachetnym umyśle. Istoty, która darzyła mnie tak wielką miłością. Widzę Ciebie wciąż i tylko w najlepszym świetle. Często powtarzam sobie wierszyk: W więziennej celi, marzę o szczęścia bieli. Promienie słońca w nim lśnią – w nich widzę Wisię swą. Błękit chmur –  piękno gór. Czar. Legenda się toczy. I przy mnie kochane Twe oczy. Wciąż widzę Twoją radość związaną z Andrzejkiem oraz smutną buzię z procesu. Wiem, że mocno bolejesz, ale wiem również, że potrafisz pogodzić się z wolą Bożą. Łukasz”.  

 

Miłość Łukasza Cieplińskiego do jego rodziny była ogromna, co jasno pokazują zachowane grypsy.

 

Czas jaki Żołnierze Wyklęci spędzali w więzieniu naznaczony był okrucieństwem, cierpieniem i brakiem jakiegokolwiek szacunku wobec ich życia i dokonań. Często zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że mimo takich doświadczeń, trwali oni w nadziei i wierze. Przeglądając życiorysy Niezłomnych i czytając ich historię odpowiedź mogła być tylko jedna – miłość. Miłość, która była ich siłą i nadzieją. To  dzięki niej wierzyli, że kiedyś to wszystko się skończy, a oni zaznają jeszcze chwili szczęścia.